Sunday, February 01, 2015

Początki

Na początku był chaos. Naprawdę. Widać każde nowe życie zaczyna się od niemożliwego do ogarnięcia bałaganu, który męczy absolutnie wszystkich i za który nie ma odpowiedzialnych. Bo tylko sukces ma wielu ojców. Chciałabym napisać, jak to mozolnie wszystko własnym sumptem i rękoma odbudowywaliśmy, ale byłoby to wierutne kłamstwo, bo ani nie mieliśmy na to czasu (a czas naglił, bo mieszkanie już sprzedane i przez kilka miesięcy męczyliśmy się w wynajętej kawalerce - 4 osoby i tyleż inwentarza żywego) ani zdolności manualnych, żeby zrobić coś jeszcze fajniejszego z czegoś już naprawdę fajnego. Odpowiedzialność za duża, więc zatrudniliśmy dwie ekipy. Z jedną przyjaźnimy się do dzisiaj, drugą pogoniliśmy, tracąc dość duży wkład finansowy. Mówi się trudno, nadchodziła jesień, robiło się coraz chłodniej i trzeba było stan domu zamknąć. Kotłownię i piec zainstalowaliśmy dosłownie w ostatniej chwili. Ale udało się, zima w toku, a my żyjemy i mamy się świetnie!

A taki bałagan zastaliśmy, przyjechawszy z całym dobytkiem w dniu umówionej przeprowadzki.

 
 
 

In English

It all started with chaos. Literally. It turned out there was a lot to do in the house before we could move in and live in it all year round. I won't even start describing our problems with profs we hired. Some of them are still our friends, the rest we had to fire. Anyway, after much too long time we were able to move in to the house as you can see it in the pictures. Oh well, I guess it could have been a lot worse. We were so happy that we hardly noticed the mess. Plus it was summer so we didn't have to stay in the house and watch the work in progress. The house was ready in the last possible moment, just before the outside temperature fell dramatically. And although everyone said the first winter is the worst, we are still here safe and sound and happy.

No comments:

Post a Comment